Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teatr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teatr. Pokaż wszystkie posty

4 kwietnia 2015

Smacznego Jajka! Mamma Mia! Liebster Award





W ostatnim czasie niewiele się tu działo, za co serdecznie przepraszam, ale nie obiecuję poprawy, bo nie lubię składać obietnic, których może nie dam rady dotrzymać. U mnie wszystko gra, miałam natłok różnych spraw. W najbliższej przyszłości wrzucę FullMetal Alchemist, Legendą Aanga, Gwevin i Huntika. A przynajmniej tak planuję :)

Dzisiaj tak bardziej organizacyjnie :)

Przede wszystkim, Wielkanoc coraz bliżej. Z tej okazji chciałam wszystkim życzyć dużo ZDROWIA, SPOKOJU I POGODY DUCHA. Nie wiem, jak u Was, ale u mnie pogoda zbrzydła z dnia na dzień, jest zimno, deszczowo, byle jak, dlatego również SŁONECZKA. KOLOROWYCH PISANEK, DUŻO UŚMIECHU, RODZINNEJ ATMOSFERY, SZCZĘŚCIA, POMYŚLNOŚCI, UCIECHY. W moim domu nie ma tradycji prezentów na Wielkanoc, ale dla tych, gdzie taki zwyczaj się praktykuje: BOGATEGO ZAJĄCZKA.

WSZYSTKIEGO DOBREGO! 

SMACZNEGO JAJKA! :)





     W sobotę, dwudziestego ósmego marca byłam w Warszawie w Teatrze Roma na musicalu Mamma Mia. Była to jednocześnie moje pierwsze, drugie i trzecie przedstawienie w Romie.
     Pierwsze, bo nigdy wcześniej nie widziałam żadnego na Dużej Scenie.
     Drugie, bo widziałam Małego Księcia na Nowej Scenie.
   Trzecie, bo widziałam Upiora w Operze w wykonaniu aktorów z Romy, ale w Operze i Filharmonii Podlaskiej, gdzie chwilowo wystawiono spektakle, z powodu remontu Romy.
     Chyba każdy kojarzy film Mamma Mia z Maryl Streep. Powstał na podstawie musicalu o tym samym tytule z 1999r. Urodziłam się pięć miesięcy po jego premierze :) Historii chyba nie trzeba nikomu opowiadać - zwariowana opowieść o dziewczynie szukającej ojca, która zaprasza na swój ślub trzech kochanków swojej matki, w nadziei, że sprawa się wyjaśni.


       O matko, matko, matko, to było TAKIE GENIALNE! Jeden z najlepszych musicali, na jakim kiedykolwiek byłam. Słoneczny, wesoły, rozśpiewany, mega profesjonalna scenografia, aktorzy bawili się na scenie, a my - publiczność, razem z nimi! Szacunek dla tłumaczy - piosenki Abby zostały bardzo gładko przetłumaczone na język polski. Sens zachowany, a żadnych zgrzytów między melodią a słowami. Coś niesamowitego! Jeśli macie szansę, lećcie rezerwować bilety, bo tego nie można przegapić. Na koniec, po przedstawieniu Donna wrzasnęła, czy chcemy więcej. Jasne, że chcieliśmy! Chcieliśmy powtórki całego przedstawienia.
     Na scenie pojawiły się wysokie białe schody bez poręczny, dyskotekowa kula i wielki, srebrny napis STUDIO 2. W latach 70 był to jeden z najchętniej oglądanych programów polskiej telewizji. W 1976 r. zaśpiewała tam Abba - był to taki ukłon do tych, którzy pamiętali Studio 2, na przykład moich rodziców. Jeśli przyjrzycie się na filmie, widać, że Agtnetha i Anni-Frid bały się schodzić po konstrukcji.
       Coś fantastycznego! Zabawa, słońce, uśmiech - frajda z oglądania, czyli dokładnie to, co powinien ze sobą nieść tak słoneczny musical jak Mamma Mia. Polecam gorąco ^^
I dostałam dwie nominacje do LA :) Dziękuję, dziękuję ślicznie, naprawdę :* Strasznie się cieszę :) 

Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy podziękować bloggerowi, który Cię nominował, odpowiedzieć na 11 pytań. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań
Dziękuję Diem.Carpe z bloga Serce to muszla o pojemności oceanu za nominację. Cieszę się, że o mnie pomyślałaś :D

1. Jakie jest twoje największe marzenie?
Zwyciężyć.

2. Jak spędzasz wolny czas?
Robię wszystko, co sprawia mi przyjemność - oglądam filmy i seriale, czytam książki, ćwiczę, chodzę na spacery, uczę się, spotykam się ze znajomymi, słucham muzyki, tańczę, sprzątam, czasem piszę - wszystko, co tylko przyjdzie mi do głowy :)

3. Czy masz jakiś swój ideał partnera życiowego?
Normalny chłopak z poczuciem humoru, nieprzemądrzały, który nie zanudzi cię rozmową po trzech minutach, będzie też przyjacielem, będzie dobrze całował, był inteligentny i sympatyczny :)

4.Tytuł ulubionej książki?
Nie jestem w stanie wybrać jednej. Top 3: 1. Harry Potter, 2.Muminki, 3.Szukając Alaski

5. Bez czego nie potrafiłbyś/potrafiłabyś się obyć?
Pewnie bez tlenu.

6. Gdybyś kiedyś złowił/złowiła złotą rybkę i miał/miała do dyspozycji trzy życzenia o co byś poprosił/poprosiła?
1. Zdrowie dla siebie i bliskich. 2. Bogactwo 3. O jeszcze dwadzieścia życzeń do spełnienia.

7. Czy jest coś, co byś w sobie zmienił/zmieniła? 
Mnóstwo rzeczy: lenistwo na pracowitość, paraliż stresu na motywację, lepszą organizację czasu, ciemne włosy na blond :)

8. Co dla ciebie oznacza "być spełnionym"?
Osiągnąć wszystkie swoje cele, jednocześnie się wypalając.

9. Gdybyś nagle stała się milionerką/milionerem na co wydałby/wydałabyś te pieniądze?
Na podróże.

10.  Johnny Deep czy George Clooney? Dlaczego?
Johnny Depp, bo po krótkiej analizie stwierdziłam, że zwyczajnie widziałam z nim więcej filmów niż z Clonney'em.
Ostatni to Swenney Todd. Nie oglądajcie.

11.  Gdybyś mógł/mogła mieszkać w dowolnym miejscu na ziemi gdzie by to było?
Moją pierwszą myślą był Gdańsk. Poważnie, kocham to miasto i widzę się tam w przyszłości, ale chyba ostatecznie: Sztokholm.

Dziękuję również Akirze Vashee z bloga Ie-Alex za nominację :) Dzięki, bardzo mi miło ^^

1 Jak zaczęła się twoja przygoda z pisaniem?
Chyba od szkolnych wypracowań. Dalsze losy Tomka Wilmowskiego, razem ze Stasiem i Nel przeżywam przygodę i tak dalej, i tak dalej. Zawsze pisałam długie, na dziesięć-dwanaście stron, miałam mnóstwo pomysłów. A potem założyłam bloga o Bleachu i wszystkie kolejne.

2 Jaki jest twój ulubiony kontynent?
Europa. Tyle do zobaczenia, tyle różnych kultur, tyle niesamowitych miejsc, kolebka naszej cywilizacji.

3 Czego najbardziej nie znosisz?
Donosicielstwa, kłamstwa, kumoterstwa, spisków.

4 Gdybyś mogła zmienić się w dowolne zwierze w jakie byś się zmieniła?
Naprawdę lubię być człowiekiem. Nie chcę się w nic zmieniać :)

5 Jaki jest twój wymarzony prezent na urodziny?
Bilet w podróż dookoła świata! Wielki dom! A z realnych... książki, ciuchy, bilet do teatru?


6 Zostajesz miliarderem na jedną noc, co kupujesz?
Wszystko! Autentycznie. Kupuję dom, zacznijmy od tego. Samochód. Bilet w podróż dookoła świata. Zamawiam pierdyliard książek, ciuchów, kocy. Kupuję prezenty wszystkim przyjaciołom i bliskim. Pozbywam się całych miliardów w jedną szaloną noc.

7 Jaki jest twój ulubiony dzień tygodnia?

Środa. Lubię środy.

8 Lubisz żelki?
A kto nie lubi?


9 Co uwielbiasz robić w wolnym czasie?
Tańczyć, czytać, pisać, biegać, ćwiczyć, leniuchować, robić zakupy, jeździć rowerem, spotykać się ze znajomymi - robię wszystko, co mi wpadnie do głowy, byle tylko się nie nudzić i dobrze się bawić.

10 Jest koniec świata, możesz przenieść się do dowolnego serialu, filmu lub anime. Co wybierasz?
TARDIS - niebieska budka policyjna, która może być w każdym dowolnym miejscu w czasie i przestrzeni, wszędzie, gdziekolwiek i kiedykolwiek zechcę. Od czego zacząć?

11 Czego byś nigdy nie zrobiła?
Nie skrzywdziłabym bliskiej osoby.


Jedenaście pytań ode mnie :)


1. Jaka jest twoja ulubiona aktorka?
2. Jakie słowa słyszysz codziennie?
3. Co cię inspiruję?
4. Lubisz robić zakupy czy męczysz się w centrach handlowych? A może wolisz internetowe sklepy?
5. Jak zmienił*ś się przez ostatnie lata? Widzisz różnice, dojrzałość, zmianę poglądów? Co cię kształtowało?
6. Czego się boisz?
7. Jaką książkę ostatnio przeczytałeś?
8. Polecisz mi jakiś dobry film na wieczór?
9. Zdarzyło ci się ostatnio coś miłego? Co?
10. Pokażesz coś, co sprawi, że ktoś przed monitorem się uśmiechnie? :) Obrazek, gif, filmik, cokolwiek?
11.  Jakie masz plany na wakacje?


Nominuję:
1.Cukrowe Pióro z Hogsmeade 
2. Szczerbata Mordka
3.Ironia

Do zobaczenia!

16 lutego 2014

Najlepsze z Romy w Teatrze Starym w Lublinie





15 lutego w Teatrze Starym w Lublinie zagrali aktorzy z Romy razem ze spektaklem Najlepsze z Romy.

Odkąd dostałam płytkę z Upiora w Operze i z Tańca Wampirów i odkąd przeczytałam Nędzników, chciałam pojechać do Romy i zobaczyć wszystkie musicale na żywo. 

Niestety, do Warszawy mam daleko - czy z Lublina gdziekolwiek jest blisko?? do stolicy tylko sto osiemdziesiąt kilometrów, pewnie, jedziemy, co tam - a portfel mój do najgrubszym nie należy.  Wyprawa do Warszawy jest sporym kosztem, dodać bilety... 
Publiczność najgłośniej klaskała przy
kawałkach, gdzie kilka osób tańczyło. 
Panie absolutnie śliczne :)

Udało mi się zobaczyć Upiora w Operze, który na jakiś czas został przeniesiony do Białegostoku... Do Białegostoku mam  jeszcze dalej, jakby nie patrzeć O,o Ale nie o tym teraz. Aha, i Upiór absolutnie genialny! 


Teatr Stary w Lublinie zaprosił artystów z Romy do nas, blisko i dzięki temu mogłam dostać chociaż namiastkę tego, co mogłabym obejrzeć, gdybym mieszkała choć trochę bliżej Warszawy. Zaskoczyło mnie trochę parcie na kulturę: bilety w grudniu, dwa miejsca drugiej kategorii ledwo dostałam, a ceny biletów skutecznie uszczuplają portfel, ale sala pełna. Zresztą, myślę, że każdy kto poszedł, był zadowolony.

Większość występów polegała na tym, 
że artysta wychodził, śpiewał na środku 
sceny i znikał. Podejrzewam, że ze względu
na te miejsca ciężko oglądałoby się
przedstawienie z dekoracją i fabułą..
No muszę wspomnieć o cenach. Za pierwszą kategorię 120 złoty za miejsce? Serio? Nie stać mnie na takie wydatki, przepraszam. Tak się złożyło, że dostałam miejsca z tej drugiej kategorii, ale gdybym miała siedzieć na nim wygodnie - nie widziałam sceny. I osiem dych. Poradziłam sobie, co prawda, wdrapałam się na podłokietnik i na ściankę oddzielającą loże od loży, ale najwygodniej nie było. 
Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony Teatru Starego, sama nie robiłam z powodu zakazu. Co prawda panienka po prawej się nie dostosowała, ale to nie ja tam byłam od pilnowania przestrzegania reguł tylko obsługa, więc się zamknęłam i ignorowałam błyskającą kamerę.

Pozdrawiam małżeństwo siedzące przed nami, w pierwszym rzędzie, w tej samej loży (w naszej były akurat cztery miejsca). Pani wychodziła średnio co siedem minut, a pan przedrzemał całe przedstawienia, a potem całą jego uwagę pochłonął telefon komórkowy. 
I przy okazji, Teatr Stary pięknie odnowiony.

Najlepsze z Romy to zlepek najsławniejszych, najlepszych, najładniejszych, naj kawałków z TM Roma. Pojawiła się Wieczność z Tańca Wampirów, niestety, jedyny utwór z całego musicalu. Mam dwie, stare, porysowane płyty z nagraniami, ale samego musicalu nie dane mi było zobaczyć, w internecie znaleźć go nie mogę. Chciałabym usłyszeć na żywo Czerwone Trzewiki czy Czosnek, ale pojawiła się tylko wspomniana wieczność. Ale wyszła świetnie: szczególnie stroje i taniec, zwłaszcza taniec. Kliknijcie w link, sami zobaczcie na własne oczy.

Poryczałam się na On my Own (czy też Sama Tak, jak kto woli). Może trochę odnosi się do mojej obecnej sytuacji, na pewno nie tak bardzo, ale jakoś... trochę tak. Nieważne. Pani, która śpiewała, wielkie brawa! Niby w teatrze wzruszam się przy każdej okazji, ale wyszło pięknie. I znowu wyciągnęłam dwa potężne tomiszcza Nędzników i od nowa zaczynam czytać.


Na "Pamięć" łezka się w oku kręciła, 
muszę przyznać :) Chciałabym 
obejrzeć Koty w całości...
A póki co rozpoczynam polowanie
na płytkę z muzyką.
Przedstawienie rozpoczęło się optymistyczne - Dzień Dobry! Pani bardzo przyjemny głos, panowie - radosne głosy. Jeszcze ta ławeczka, aż mi się humor poprawił. Deszczowej Piosenki nie widziałam, ale chciałabym... Moja ciocia pojechała razem z wycieczką do Warszawy i jednym z elementów był właśnie spektakl. Podobno było cudnie. I jeszcze pojawiło się równie przyjemne Mojżesz, czy możesz przeskoczyć przez morze?

Wspomnij moją dawną urodę, moje grzechy za młodu - nie mogła zabraknąć fenomenalnej Pamięci z musicalu Koty. Wyszło po prostu cudnie. Wiem, że ciągle komplementuje, ale naprawdę nie mam się czego czepiać. No dobra, czepiam się miejsc i tego, że siedząc normalnie nie widziałam sceny prawie wcale -,- Ale same Najlepsze z Romy są absolutnie genialne i nie mam prawa powiedzieć złego słowa... Bo było wspaniale.

Ogromne wrażenie robił Jezus Christ SuperS┼ar, nie znalazłam nigdzie nagrania, ale była to Modlitwa w Ogrójcu, naprawdę - pan, który śpiewał, wielkie brawa, pięknie, przejmująco, szczerze. 
Nie mogę, nie mogę, nie mogę. Meluzyna
chodzi za mną odkąd usłyszałam w 
Teatrze Starym... I cały czas gdzieś z tyłu
głowy słyszę: tak historia się zaczyna,
 jaka taka, jaka taka...

Oprócz tego pojawiła się Meluzyna z Akademii Pana Kleksa. I dla jednej wspólnej chwili zapomina o śmieszności... Jasne, nie brzmiało tak fajnie jak oryginał, brakowało tej chrypy, tego pazura, ale i tak super. Szkoda, że zabrakło Pustoraka, który w niektórych edycjach Najlepszych z Romy pojawia się u boku Meluzyny.

I oczywiście Grease! Letnie Noce, czy też Summer Night, uwielbiam^^ W oryginale oczywiście dużo, dużo lepsze, ale i tak wyszło uroczo. Trzy dziewczęta (w tym Sandy) i trzech chłopców z Danny'm na czele. I o ile Letnie Noce zasługiwały na brawa, to były tylko przedsmakiem dla Magnetycznych Fal (czyli znane wszystkim You're The One That I Want). Uwielbiam^^

Całość zakończyła Mamma Mia Opamiętaj się, odśpiewana z radością, wykrzyczana, wytańczona, wyklaskana - fajnie, bo i publiczność zaangażowana, szczególnie pani z loży po lewej, klaskała tak mocno, że chyba miała czerwone dłonie. Był aplauz na stojąco, zwłaszcza na górze, na dole mniej. 


No i jeszcze wesołe, pełne życia Dziś nie jest na to czas z musicalu Crazy for You. Też kiedyś tak zrobię, nie, nie, nie odbieram, dziś nie mam czasu, dziś nie mam na to ochoty. Panie z telefonami śliczne, różowe, słodkie.
Dziś tańczy i dziś nie jest na to czas :))

Wszystkie numery były genialne - ja wspomniałam tylko o tych, które akurat przyszły mi na myśl. Słowem - Najlepsze z Romy faktycznie są genialne. Gdybym miała marudzić, chciałabym więcej Nędzników i więcej Tańca Wampirów. Ale naprawdę: bardzo, bardzo, bardzo polecam :) Śliczne panie, piękne głosy, wspaniała muzyka. No i Teatr Stary pozytywnie mnie zaskoczył, co prawda miejsc nie dużo, ale bardzo ładny i w środku i na zewnątrz. Genialnie, genialnie, genialne. Bardzo przyjemna sobota.

29 września 2013

Warszawa: Teatr Buffo, Metro the Musical

Dawno, dawno temu, nie pamiętam, kiedy dokładnie, usłyszałam Wieże Babel, a potem pastorałkę Uciekali. Potem dostałam płytę, płytę dołączoną do Gazety Wyborczej - żeby było jasne, od dawna nie kupuję już tych bzdur - i zaczęłam wielbić Na strunach szyn. Tak się zaczęło. I o godzinę szesnastej w Warszawie zobaczyłam pierwszy raz na żywo Metro the Musical.

Obowiązkowy spacerek po Warszawie.
Lubię Warszawę, naprawdę lubię. Tak się składa, że mieszkam naprawdę daleko - dobra, z Lublina wszędzie jest daleko, ale i tak nie wyprowadziłabym się stąd za nic w świecie - więc rzadko bywam, ale mam nadzieję, że uda nam się kiedyś przyjechać na dłużej.
Piszmy na murach, stropach i rurach 
Znakami, których nie da się zmyć 
Napisy własne prywatne hasła 
Każdy jest inny - dajcie nam być!
Pogoda była idealna na spacery. Aż szkoda, że nie mogliśmy zostać chociaż na jeden dzień. Nie, nie mam nic przeciwko spaniu w samochodzie. 









Nie ukrywam, że już przy uwerturze łzy stanęły mi w oczach. Byłam naprawdę wzruszona, że jestem tutaj, że musical, z którego wszystkie piosenki znam na pamięć, słowo w słowo, dźwięk w dźwięk, właśnie się zaczyna. Strumienie świateł, które najpierw utworzyły tęczowe, błyszczące logo musicalu, a potem oświetlały postać artystki, gdy śpiewała Litanię, dodały niepowtarzalnego klimatu.



Scenografia nie powaliła - jakieś rusztowanie, jakieś schody, jakiś podest. Ale kiedy pojawili się na nich młodzi, piękni, dynamiczni, pełni życia aktorzy, kiedy projektor rozświetlił scenę światłami, kiedy zagrano pierwsze nuty uwertury wszystko ożyło. Otoczenie było idealne, muzyka, gra, światła, piosenki. Było genialnie! Właściwie, scenografii nie było - jak powiedział później mój przyjaciel. To światła dały ten niesamowity klimat.








Jedyny minus? Przy przesłuchaniach do produkcji Filipa odśpiewano takie kawałki jak Gangnam Style, jakiś kawałek o bmw, piosenkę z repertuaru Pauli - takie unowocześnienie bardzo mnie zniesmaczyło. Miałam wrażenie, jakby było wepchnięte na siłę, zupełnie niepotrzebne i sztuczne. 






Załapaliśmy się za to na pokaz robienia cukierków w manufakturze cukierków. Wyroby z tego zakładu są po prostu genialne! Kiedy razem z tatą wpadliśmy tam w zeszłym roku, gdy odwiedziliśmy Warszawą w związku z manifestacją w obronie wolnych mediów, byłam po prostu zachwycona wyjątkowym smakiem ich specjałów. Jeśli będzie kiedyś w okolicy, zajrzyjcie i kupcie coś koniecznie.

Samej Warszawy nie zwiedzaliśmy właściwie wcale. Przyjechaliśmy koło jedenastej, a tak się złożyło, że chcieliśmy wstąpić do jednego sklepu, który wycofują już powoli w Polsce. Miało być tylko na chwilę, ale jak zwykle się zeszło, a okazało się, że sklepu już nie ma.  



   


11 września 2013

Upiór w Białymstoku/Sandomierz

Wyżebrałam! Jedziemy na Upiora w Operze w Białymstoku. Mój Boże, odkąd się dowiedziałam, a dowiedziałam się mniej więcej pod koniec lipca, nie mogę się doczekać. Jestem nieznośna i denerwuje wszystkich dookoła swoim gadaniem i wyśpiewywaniem. Najbardziej lubię te najtrudniejsze, a kompletnie nie umiem śpiewać, więc wychodzi z tego miauczenie zarzynanego kota... Ale cóż. Mogłeś mieć i świat, i mnie, ale ty chcesz krwi! Nowy łup, nowa krew, taką rolę tu gram! Ten los, który ręce zaplamił mi krwią... odebrał mi szczęście dotyku twych rąk.
Droga minęła w gruncie rzeczy bez problemu, dopóki nie wyjechaliśmy do miasta, gdzie - o zgroza - remontują drogę. Mieliśmy nielada problem, bo Pańca, nawigacja, do wiadomości nie chciała przyjąć, że nie, tędy nie pojedziemy. Myśleliśmy nad rozjechaniem szlabanu, ale policji nam na głowie nie trzeba.
Opera i Filharmonia Podlaska. Ile się jej naszukaliśmy! Białystok niby nie jest szczególnie dużym miastem, ale Opery mają dwie. I oczywiście, najpierw trafiliśmy do tej niewłaściwej :p Serdecznie dziękuję pani, która nas naprowadziła, podała adres... Ale nasza Pańca, bo takie imię nosi złośliwa nawigacja, i tak się pogubiła. Grunt, że pół godziny przed spektaklem byliśmy na miejscu i jeszcze zdążyliśmy na krótki spacerem. Miasteczko bardzo, bardzo sympatyczne, no ładne. Ale i tak wolę Lublin. 
No a sam budynek Opery jest po prostu prześliczny. Macie na zdjęciach, ale ze mnie taki fotograf jak z koziej... No, kiepska jestem i tylko pstrykam, a jeszcze słońca zachodziło, to jeszcze cienie doszły i ogólnie nie najlepiej wyszło. Fajnie, że posadzili roślinki, za kilka lat te kolumny będą pięknie obrośnięte. I w środku są przezroczyste schody, nie wiem z czego, ale u nas w Lublinie też takie miały być, w tym teatrze, który jest wiecznie w budowie odkąd pamiętam. I odkąd mój ojciec pamięta. Słyszałam, jak jedna z pań obawiała się nimi chodzić, bo jak przezroczyste, to na pewno niestabilne i się zawalą. Ale nie o tym miałam pisać.
Miejsca mieliśmy na górze, w łoży, huhu^^ Jak Upiór. Nie wiem, czy loża numer pięć, bo numerków nie było. Niestety, miejsce miało wadę: prawej strony to ja wcale nie widziałam. I jak Upiór siedział w swojej loży, która stanowiła element scenografii, to nieważne, jak bardzo się wychylałam, niczego nie widziałam-,- I kolejny minus: każdy, kto widział film, wie, że rozpoczyna się licytacją. I tu: podobnie. Na dole był ogromny żyrandol, zasłonięty potężną płachtą i zasłonił całą scenę sprzedaży. Nieważne, jak bardzo próbowałam się wychylić, i tak nic nie widziałam. Co prawda wraz z rozpoczęciem przedstawienia wzniósł się do góry i rozbłysnął, ale muszę coś zarzucić. A potem spadał i wybuchał, to dopiero było widowisko.
Maskarada, piękna, piękna, piękna, genialna Maskarada, wykonana na schodach była... och, słów mi brakuje, cholera, ale naprawdę - możliwe, że motyw tańca na schodach był wykorzystywany, ale naprawdę wyszło prześlicznie. I aktorzy, wszyscy, naprawdę wielkie brawa. No i należy jeszcze zacytować szanownego przyjaciela mego, z którym pojechałam, że najtrudniej miała Carlotta. Weź tu zafałszuj tak, żeby wyszło przekonywując, a nie sztucznie i śmiesznie... A i wiecie, jakie w Operze mają dobre desery? To coś, co jedliśmy w przerwie, było tak genialne... Mhmm <3 Generalnie, Upiór jest przecudny. Mogę sobie porównać do tego, który w maju oglądałam u nas, w naszym Teatrze Muzycznym... Zupełnie inna historia, więc i wykonanie inne. Czy któreś było lepsze? Nie, nie sądzę, oba mnie porwały. Ale to na wersji z Białegostoku płakałam, zwłaszcza, gdy Christine śpiewała Szkoda, że ciebie już nie ma. 
 

Edit 1: Napisałam, że droga bez problemu? Po trzech miesiącach przyszedł mandat z fotoradaru -,- Stówa w plecy. Dzięki, naprawdę. A już się cieszyłam, że zdjęcie było niewyraźne i tablica rejestracyjna rozmazana.
Edit 2: W marcu 2014 Upiór w Operze wraca do Białegostoku na deski Opery i Filharmonii Podlaskiej! Ja chcę jeszcze raz, ja chcę jeszcze raz!  Kto ze mną pojedzie?? Proszę!